Ciemności duszy

Doświadczenie Boga Żywego, Jego troski i miłości powoduje, że człowiek już zawsze chciałby przebywać w Tej obecności. Chciałby Go odczuwać, wciąż szuka Jego znaków i głosów, które wyraźnie wskazałyby mu drogę, którą ma podążać.
Tak przynajmniej było w moim przypadku. Doświadczając łaski obecności Boga, myślałam, że tak już będzie zawsze. Oczekiwałam, że modlitwa kontemplacyjna, na którą przecież regularnie poświęcam czas, będzie mnie podnosić duchowo, przynosić zrozumienie Słowa Bożego i wypełniać mnie radością przebywania w Jego obecności.
Jednak przyszedł czas, kiedy nagle i niespodziewanie nastała cisza, a mój Pan, który wcześniej był tak obecny, nagle stał się zupełnie nieosiągalny. Na początku myślałam, że to tylko chwilowe, że może coś źle robię. Jednak, kiedy mimo moich starań, sytuacja nie ulegała zmianie, przyszła rozpacz i użalanie się, dlaczego mnie opuścił. Były momenty, kiedy zaczęłam wątpić w sens swojej modlitwy. Przyszło duże zniechęcenie, a także strach o to, czy tak już będzie zawsze i czy udźwignę te momenty ciszy.
Pan jednak mnie nie zostawił i mimo że nadal nie czułam Jego obecności, to pomógł mi zrozumieć, dlaczego tak się dzieje.

Jana od Krzyża wyjaśnia noc duchową jako „wiarę pozbawioną wszelkiego światła, która jest środkiem dojścia do celu, jakim jest zjednoczenie się z Bogiem, do którego trzeba iść w ciemnościach”. W naszej ludzkiej naturze jednak leżą bardziej duchowe pociechy, nawet jeśli ceną miałoby być oddalenie się od Boga. Jednakże, jak pisze ks. Muszala: „wszystko, co piękne i wielkie w Biblii odbywa się nocą. W nocy Izrael wyszedł z ziemi egipskiej, w nocy narodził się w ludzkim ciele Syn Boży, w nocy spożył wieczerzę ze swoimi uczniami, w nocy powstał z grobu”….a więc może i ja znajdę Go w nocy. Pomyślałam, że może stąd ta cisza, może moja wiara jest poddawana próbie. Może to kolejny etap, który muszę przejść, by wejść na następny poziom.

Doświadczenie nocy duchowej pomogło mi uświadomić sobie, jak bardzo moja wiara oparta była na emocjach i uczuciach. Nagle zobaczyłam, że tak naprawdę podczas medytacji szukałam siebie, a nie Boga. Tak jak to powiedział Eckhart, traktowałam Boga jak „dojną krowę” a kiedy nic nie dostawałam, zniechęcałem się i chciałam odchodzić.
Dzisiaj już zgadzam się na to, że nie doświadczam niczego na modlitwie. Myślę, że czas ciszy ma mi pomóc zapomnieć o sobie i oderwać się od polegania na intensywnych doznaniach w czasie kontemplacji. Mimo że nadal za Nim tęsknię, to wiem, że jest to droga, którą muszę przejść, by jak ziarno pszenicy, które wpadło w ziemie obumrzeć dla siebie, po to, by szukać tylko Jego. Wierzę, że ta cisza może być życiodajna i paradoksalnie właśnie w tej ciemności znajdę Tego, którego tak poszukuję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *