Uśpione „Ja”


Czy znacie przypowieść „Bajka o orle” autorstwa Anthony de Mello?
Uratowany przez człowieka tytułowy orzeł wychował się z kurami, myśląc, że jest jedną z nich. Przez długie lata zachowywał się jak kura, myślał jak kura, potrafił nawet trzepotać skrzydłami i fruwać kilka metrów nad ziemią. Pewnego dnia, gdy orzeł się już zestarzał, dostrzegł wspaniałego ptaka, który z niezwykłą elegancją, poruszając majestatycznymi skrzydłami, szybował w powietrzu. Pytając innej kury, kto to jest, dostał odpowiedź, że to orzeł, król ptaków, ale żeby o tym nie myślał, bo kury są inne od orłów. Tak więc orzeł więcej o tym nie myślał i umarł, wierząc, że jest kurą.
Mimo że to tylko bajka, to jednak bardzo trafnie odzwierciedla nasze ludzkie perypetie życiowe, gdyż i my często trwonimy swój prawdziwy potencjał, swoje talenty i dary, bo nie mamy odwagi wyciągnąć ręki po więcej, bo boimy się wzlecieć, zaryzykować, opuścić swoje miejsce komfortu. Zamiast wzbić się i połączyć ze swoją prawdziwą naturą tkwimy po kostki w wodzie.

Odczuwanie strachu to naturalny mechanizm obronny naszego organizmu, by uchronić nas przed bólem czy rozczarowaniem. Dlatego też nie ma nic złego w tym, że czujemy strach przed nowymi wyzwaniami, czy też, gdy podejmujemy ryzyko. Jednakże takie mechanizmy obronne powodują również, że nasz potencjał zostaje w pewnym stopniu ograniczony. Trzymając się kurczowo rzeczy, które dają nam bezpieczeństwo, boimy się ryzykować, by czegoś nie stracić, ale w ten sposób niczego nie zyskujemy.
Jezus bardzo dobrze rozumie nasz strach, nie bez powodu aż 365 razy mówi w Biblii „nie bój się”. Na każdy dzień roku Jezus mówi do każdego z nas „nie bój się” ucząc nas, że nie ma wiary bez zawierzania się, bez puszczania się, czyli bez podejmowania ryzyka. Tak jak akrobaci w cyrku puszczają drążek, ufając, że ktoś po drugiej stronie ich złapie, tak i w kwestiach duchowości, to moment puszczenia się jest momentem wiary, wiary w to, że jest przy nas Bóg, któremu możemy bezgranicznie zaufać i który nas złapie, jeśli będzie taka potrzeba.

Św. Ireneusz powiedział „chwałą Boga, jest człowiek żyjący pełnią życia”. Każdy z nas jest wybrany do spełnienia konkretnej misji życiowej i każdy z nas posiada wszystko, co potrzebne do spełnienia zadania, z którym zostaliśmy posłani na ten świat. Jedyne co musimy zrobić to słuchać swoich pragnień, bo jeśli są oczyszczone, to właśnie przez nie Bóg mówi do naszego serca, i zacząć działać.
W czasie cudownego rozmnożenia chleba i ryby Pan Jezus mógł się obyć bez uczniów. Tak naprawdę mógł uczynić ten cud sam, nie potrzebował niczyjej pomocy. Jednakże mówi do apostołów „przynieście chleb”, czyli tym samym angażuje ich, gdyż Bóg nie działa ponad nami, ale zaprasza nas do współpracy. Ty również musisz dać coś z siebie, wykonać pierwszy kroku, podjąć decyzję i nie chodzi o to, by być nieomylnym, lecz o zaufanie i o to, by podjąć walkę, zawierzyć się Bogu i dać z siebie 100%. Może wtedy bajka o orle mogłaby się skończyć happy endem, gdzie król ptaków, widząc na niebie swojego brata, posłucha pragnienia swojego serca i zaryzykuje, wzbijając się w górę, by już na zawsze połączyć ze swoim prawdziwym powołaniem, ze swoim prawdziwym ja.

One Comment

  1. Tak jest w każdej dziedzinie życia. Kiedy wiemy na pewno że to temat dla nas idziemy śmiało. Działamy jak by nad Bóg prowadził. Och jak by było łatwiej żyć. Bylibyśmy jak bogowie. Wszystko byłoby możliwe. Młodzi _ ufajcie wystarczy chcieć.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *