Dar z siebie

N.Eldon powiedział „służenie jest czynszem, jaki płacimy za przywilej życia na Ziemi”
Potwierdzeniem jak ważne jest dawanie siebie i służenie innym mogą być biblijne historie Abrahama i wdowy z Sarepty. Abraham był gotowy ofiarować swojego jedynego syna, co otworzyło go na cudowne działanie łaski Boga w jego życiu, a on poprzez swoje posłuszeństwo i oddanie stał się tak umiłowany w oczach swojego Stwórcy. Wdowa z Sarepty, którą Eliasz prosi, by podzieliła się z nim ostatnim kawałkiem chleba, pozbawiona została całkowicie wszystkiego „przyniosę sobie i swojemu synowi strawę, zjemy to i pomrzemy” (1 Krl 17, 12). Kobieta ta jest biedna materialnie, ale bogata duchowo, pokłada swoją całą nadzieję w Bogu, a jej gotowość, by podzielić się ostatnim kawałkiem chleba z bliźnim, otwiera ją na łaskę Boga i tym samym pozwala na to, by jedzenie cudownie się nie kończyło.
Kontemplacja tego fragmentu Pisma skłania mnie do refleksji nad sobą i uświadamia mi, że ja pewnie nie podzielałabym się ostatnim kawałkiem chleba, jeśli od tego zależne byłoby moje przeżycie. Nagle również przychodzi głębokie zrozumienie, że jeśli nie będę służyć, jeśli nie będę się otwierać na bliźniego i jego potrzeby to i nie będę otwierać się na działanie łaski Boga. Przychodzi zrozumienie na poziomie serca, że niejako blokuje łaskę Pana za każdym razem, kiedy zamykam się na dawanie siebie w służbie bliźniemu.

Świadomość konieczności składania siebie w darze innym nie jest niczym nowym, wiem, że jest to sens mojego ziemskiego istnienia. Za każdym razem, kiedy oddaje jakąś cząstkę siebie drugiej osobie, kiedy zrobię coś bezinteresownie, kiedy postawie potrzeby bliźniego na równi lub wyżej od swoich czuje autentyczne szczęście, czuje, że jest to dobre, że jest to nieodłączna cześć mojej natury i to właśnie tak powinnam spędzić swoje życie, na dawaniu siebie. Jednak pomimo tej świadomości stawianie siebie na pierwszym miejscu, myślenie najpierw o sobie i swoich potrzebach nie jest mi obce.
Dlaczego tak jest, skoro służenie innym powinno być naturalną częścią mnie, dlaczego niektórym z nas służenie przychodzi łatwo, a innym sprawia trudności? John Powell, jezuita i wykładowca, autor książki „W poszukiwaniu siebie” pisze „ dni wczorajsze zalegają na naszych dniach dzisiejszych”. Autor sugeruje, że każda nasza reakcja, zachowanie jest niejako konsekwencją naszych wcześniejszych przeżyć, wcześniejszego zaprogramowania, które najczęściej ma swoje początki w dzieciństwie. Myślę, że i w moim przypadku źródło problemów z dawaniem siebie może leżeć tak wcześnie, jak w moim dzieciństwie, bo jeśli w kluczowym okresie rozwoju osobowości i charakteru czułam, że nie dostaję wystarczająco nie, tylko jeśli chodzi o rzeczy materialne, ale i w sferze uczuciowej, to konsekwencją może być nieumiejętność dawania siebie innym w dorosłym życiu.

Stephen Covey kiedyś powiedział „nieważne kim jesteś, dopóki uczujesz, że służysz innym, znaczy, że dobrze spełniasz swoje zadanie. Kiedy interesuję cię jedynie dbanie o sobie, robisz to z mniejszym skutkiem to prawo tak niezłomne, jak prawo ciążenia”.
Pomimo swoich ograniczeń, jestem przekonana, że dawanie siebie w darze innym jest celem naszego życia na ziemi. Służenie innym nie tylko może sprawić, że nasze życie nabierze głębszego sensu, ale przede wszystkim otwiera nas na łaskę Boga w naszym życiu i jej cudowne działanie. Ponadto, dawanie nie zawsze musi odbywać się w aspekcie materialnym. Uśmiech czy afirmacja są cennym darem miłości bliźniego, a więc nikt nie jest tak ubogi, by nie mógł podzielić się z innymi choćby dobrym słowem, uczynkiem czy własnym czasem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *