Wierność modlitwie

Czy nie byłoby cudownie, gdybym na spotkanie z Panem czekała tak jak na telefon od przyjaciółki, kiedy to z prawdziwą niecierpliwością czekam, by usłyszeć co u niej i opowiedzieć jej o swoim dniu? Codziennie powtarzam Jezusowi, że go kocham, że jest moim przyjacielem, ale w międzyczasie, kiedy przychodzi czas na codzienny rachunek sumienia lub medytację, moje wcześniejsze deklaracje są tylko pustymi frazesami, a modlitwa jest raczej jak obowiązek niż przyjemność spotkania z moim Panem.

W swoim życiu doświadczyłam cudownego działania modlitwy. W czasie, kiedy moje serce bardzo bolało, kiedy na moment straciłam nadzieję, modlitwa stała się moim wybawieniem. Poczułam jak poprzez modlitwę, Jego ręka jakby zakryła moje serce, bym idąc do pracy, znów mogła usłyszeć śpiew ptaków, bym mogła znów powiedzieć, że będzie dobrze, że wszystko się jakoś ułoży. Tak silne doświadczenie działania modlitwy powinno więc ugruntować mnie w tej praktyce. Są jednak wciąż momenty, kiedy zupełnie tracę motywację i modlitwa sprawia mi wiele trudności.

Brak widzialnych i odczuwalnych owoców modlitwy może być jednym z powodów problemów z modlitwą. Kiedy się modlimy, kontemplujemy, ale nie widać owoców tej kontemplacji, tracimy zapał, przychodzą myśli, że to nie ma sensu, że to strata czasu, bo Bóg do mnie nie mówi. Kiedy przychodzą momenty zniechęcenia do modlitwy, bo nie widać owoców, bo jest ona tak bardzo niedoskonała, pełna rozproszeń, to musimy sobie uświadomić, że podstawą modlitwy, jest nasza wierność. Modlitwa to kwestia naszego wyboru, naszej decyzji, którą musimy podejmować pomimo naszego zniechęcania i lenistwa, czyli wbrew naszym uczuciom. Ponadto nie jest aż tak istotne czy modlitwa wychodzi, bo przecież mamy skupiać się na Nim, a nie na sobie, a roztargnienia mogą stać się przydatne, by uczyć nas pokory, pokazywać nam nasze słabości i wciąż nieuporządkowane obszary naszego wnętrza.

Problem może również leżeć w tym, że nie słyszymy Boga, bo jesteśmy za daleko, żeby Go usłyszeć. Natłok codziennych spraw, zaliczanie kolejnych spraw z listy rzeczy do zrobienia, zajmuje nie tylko większość mojego czasu, ale też i mojego serca. Skoro relacja z Jezusem jest tak ważna dla mnie to dlaczego codzienne sprawy i obowiązki zajmują więcej miejsca w moim sercu niż On? Dlaczego zaliczenie następnego punktu z listy rzeczy do zrobienia jest bardziej pilne niż modlitwa, która przecież jest spotkaniem z moim Panem? Modlitwa nie powinna być tylko chwilowym oderwaniem od naszych obowiązków, a jeśli tak jest, to konsekwencją będą problemy z usłyszeniem Boga, bo żeby Go usłyszeć potrzeba wyciszenia. Modlitwa to jak w przypadku Mojżesza, kiedy po raz pierwszy spotyka Boga, „wejście na górę”, bo tylko tam można spotkać Boga na osobności, „zdjęcie butów”, bo przecież spotykam się z kimś tak potężnym, moim stworzycielem i stanięcie przed Nim boso, czyli bez masek, odsłonięcie siebie prawdziwego, bo tylko wtedy możemy nawiązać prawdziwy kontakt z Bogiem. To właśnie wtedy, w odosobnieniu, „na górze”, w czasie modlitwy, Bóg może mnie przemieniać, mówić mi co mam robić, dawać wskazówki i kierować moim życiem. Bez tego, bez codziennego spotykania się ze swoim Stwórcą, idę jakby na oślep.

Gdy chcemy wykształcić mięśnie, by nasze ciało wyglądało lepiej, musimy regularnie ćwiczyć, bo jak tylko przestaniemy, mięśnie stopniowo zanikną. Tak też jest z modlitwą. Jeśli nie podejmuje tego trudu to mój kontakt, moja relacja z Bogiem się osłabia. Modlitwa to niejako walka, którą musimy podejmować codziennie, przeciwko naszemu zniechęceniu, lenistwu i pochłonięciu sprawami codzienności, walka, by utrzymać serce przy Bogu.

2 komentarze

  1. No hej. Fajny tekst. Modlitwa przedstawiona w tekście, jak również nauczana przez duszpasterstwo, jawi się odbiory jako pewna s p e c j a l n a forma aktywności, pewne działanie związane z zwracaniem się do Boga.

    Ta forma jest specjalna, ma swoją nazwę, jest szlachetna, święta i tak dalej. W zasadzie m u s i m y się do niej zmuszać, bo jak się nie zmuszamy, to z niej rezygnujemy i co innego zajmuje nasz umysł i uwagę. ” Modlitwa to kwestia naszego wyboru, naszej decyzji, którą musimy podejmować pomimo naszego zniechęcania i lenistwa”. To naturalne.

    Zdaje mi się, że możliwe jest inne podejście. Oczywiście, nieortodoksyjne i godne potępienia. Może do Boga można mówić po prostu. Wcale nie w ramach modlitwy, złożonych rąk, specjalnych gestów, form czy przepisanych intencji lub stanu ducha.

    Może do Boga można mówić kiedy się chce i jak się chce. Może można mu wrzucać, wyrażać pretensje, wrzeszczeć na Niego. Może można ot tak, siedząc na nadbrzeżu falującego oceanu, wcale nic do niego nie mówić, mówiąc o wiele więcej, niż zdolne byłyby wyrazić słowa.

    Chciałbym powiedzieć, że w tradycyjne pojęcie modlitwy może być niechcący wpisana pewna sztuczność, oraz pewna odległość człowieka od Boga, który jest gdzieś tam… w Niebie może albo w tabernakulum w kościele. Wytwarza się odległość, poczucie nienaturalności i ostatecznie potrzeba przymusu.

    Może można odwrócić sposób widzenia, iż „musimy” podejmować trud modlitwy? Może pomyśleć, że „możemy”. Wtedy modlitwa z przymusu staje się przywilejem. Co możemy? A można to nazwać? Możemy nazwać to modlitwą, ale to jest raczej zwrócenie się, czy to słowami, czy to czynami, czy bezgłośnym byciem. Możemy. Zwracać się.

    Ale jest problem. Głęboki bardzo i delikatny. Nie będziemy go tu rozstrząsać 🙂 To jest problem doświadczenia jakie dany człowiek przeżywa z relacji z Bogiem. Tego realnego doświadczenia, a nie tego, jakie człowiek sobie tłumaczy, że przeżywać powinien i pewnie przeżywa ale tego nie wie.

    • Maranatha

      Piękna refleksja. Myślę, że rzeczywiście modlitwa powinna być rozmową z Panem jak z drugą osoba, z przyjacielem. Może przybierać różną formę, nie zawsze narzuconą z góry i jeśli jest spontaniczna, płynąca prosto z serca, to wtedy jest pięknie i prawdziwie. Bardzo ważne jest, by pod wpływem chwili człowiek zwracał się do Boga, bo inaczej modlitwa mogłaby się stać za bardzo sformalizowana. Dla mnie osobiście równie ważna, do podtrzymania relacji z Panem, jest modlitwa formalna, czyli codzienna medytacja pisma czy rachunek sumienia, ale czasem, niestety, lenistwo góruje i wtedy musze świadomie podejmować decyzję o podjęciu modlitwy. Jest jak jest z moją modlitwą, nie jest idealnie, ale jest:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *